• 0

Piwo z zemsty. Jak geniusz Ludwika Pasteura ułatwił życie browarników?

czytaj dalej

Szczelnie pokryte kawałkami papieru biurko otrzymało kolejny cios. Zdenerwowany właściciel drewnianego mebla okładał go raz po raz silniejszą prawą ręką. Lewa strona jego ciała nadal nie była w pełni sprawna po niedawnym wylewie krwi do mózgu. „Jak oni śmieli?!” – krzyczał w szale. Po latach nieustającej i tyranicznej pracy chciał dać ukochanej Francji jeszcze więcej.

Nie wahał się więc ani chwili i po wybuchu wojny francusko-pruskiej natychmiast zgłosił się do komisji poborowej. Jednak lekarze, ze względu na zły stan zdrowia poborowego, odmówili zaciągnięcia go do armii. Określili go nawet mianem inwalidy! Trudno było stwierdzić czy był piekielnie zły na francuskich lekarzy, czy na impertynenckich Niemców, których trzeba ukarać na froncie. Niedługo zwróci im dyplom honoris causa nadany przez Uniwersytet w Bonn. Ale na tym zemsta się nie skończy.

Zaraz po zakończeniu wojny francusko-pruskiej Ludwik Pasteur, genialny chemik, postanawia wspomóc francuskich piwowarów w walce z niemieckim monopolem browarniczym. Pragnie dać im wiedzę niezbędną do lepszego tworzenia, przechowywania i transportowania piwa, aby francuskie piwa zalały Europę i chociaż na tym froncie zwyciężyły z Niemcami.

Dlatego we wstępie do epokowego dzieła „Studia nad piwem” (“Etudes sur la biere”) pisze:

„Nasze niepowodzenia wojenne zainspirowały mnie do tych badań. Zabrałem się za nie zaraz po wojnie z 1870 roku i kontynuowałem nieprzerwanie z największym pragnieniem udoskonalenia ich aż do momentu wsparcia nas w dziedzinie piwa, do tej pory całkowicie zdominowanej przez Niemców”.

Jego pozycja wyjściowa była bardzo korzystna – miał już za sobą udane badania mikroorganizmów. Wierzył, że skoro powodują one choroby u ludzi to podobnie będzie z piwem, więc zainteresował się żywo tematem „chorób” wina i piwa. Jednak nadal nie był to łatwy temat.

Pasteur w czasie eksperymentu

W czasach Pasteura wielu kompletnie nie wierzyło w istnienie żywego organizmu tak małego, że nie da się go zobaczyć, nie mówiąc już o wywoływaniu schorzeń. Swoją walkę o zwycięstwo francuskich piwowarów wybitny badacz rozpoczął dwadzieścia dwa lata przed wydaniem „Studiów nad piwem”. Wtedy bowiem został dziekanem Wydziału Nauk Przyrodniczych w Lille, które było prawdziwym centrum przemysłu cukrowniczego Francji. Szybko okazało się, że nowe miejsce zamieszkania Pasteura na stałe zamieni jego zainteresowania fizyką i chemią na mikrobiologię, ze sporym naciskiem na fermentację.

Obserwacje młodego profesora pobudzały również wyobraźnię pozostałych. Na jego wykłady w Lille przychodziło tak wiele osób, że trzeba było wygospodarować nową, większą salę. Pojawiali się na nich inni wykładowcy oraz studenci przeróżnych uczelni.

Jednym z słuchaczy był student Bigo, który po jednej z prelekcji zdobył się na odwagę, podszedł do Pasteura i powiedział mu o kłopotach ojca, który, jak wielu innych w Lille, produkował przemysłowo alkohol. Pasteur, który od zawsze był przekonany, że naukowcy mają pomagać zwykłym ludziom nie wahał się ani chwili, pomimo tego, że sam nie raczył się zbyt często alkoholem. Problem jednak był bardzo poważny i interesujący. Otóż, pan Bigo od długiego czasu nie był w stanie wyprodukować dobrego produktu spirytusowego z melasy buraczanej. Zamiast alkoholu otrzymywał dziwną zawiesinę o smaku zsiadłego mleka. Zdesperowany gorzelnik nie wiedział co robić, więc Pasteur był ostatnią szansą na ratunek. Na szczęście trafił idealnie w nowe zainteresowania świeżo upieczonego dziekana.

(czytaj dalej)

  • 0

Polimaty mają 4 lata!

czytaj dalej

2 sierpnia 2012 roku ukazał się pierwszy odcinek w historii Polimatów. Dziś na kanale jest już 80 innych (nie licząc nawet Plusów). W tym czasie w przycisk „subskrybuj” kliknęło ponad 401 tysięcy użytkowników, a wszystkie materiały Polimatów wyświetlono ponad 41 milionów razy! 

Za to należą Wam się wielkie dzięki, bo Polimaty dla ludzi, którzy je oglądają. Wszystko zaczęło się od tego materiału…

Wspomnienia z początków kręcenia Polimatów możecie przeczytać tutaj: http://polimaty.pl/2014/08/jak-hartowala-sie-stal-poczatki-polimatow/

Jeszcze raz niskie ukłony, wielkie dziękuję i… do zobaczenia następnym razem!

  • 0

Przerwa wakacyjna na Polimaty.pl

czytaj dalej

Szanowni Czytelnicy!

Od dziś do 2 sierpnia na Polimaty.pl zapada przerwa wakacyjna. Czas nabrać trochę opalenizny i pocieszyć się promieniami słonecznymi. Dlatego następny artykuł na stronie ukaże się w środę 3 sierpnia. A nawet dwa! :)

W międzyczasie warto przypomnieć sobie co ciekawsze kąski ostatnich tygodni na stronie. Czytaliście już o:

  • 0

Zachowane przed zapomnieniem #48

czytaj dalej

  • 18 lipca 2016
  • Redakcja Polimaty.pl
  • Historia

W dzisiejszej odsłonie m.in. mania Beatlesów, wczesne drony i uwielbienie dla Fuhrera.

Poprzedni odcinek serii znajdziesz tutaj.

Dziewczynka na rolkach przygląda się walkom w czasie bitwy o Bogside, Irlandia Północna, 1969 rok.

Kino samochodowe, stan Indiana, lata 50. XX wieku.

Adolf Hitler w otoczeniu Austriaczek, 1939 rok.

(czytaj dalej)

  • 1

Mięso i ziemniaki wciąż są podstawą polskiego obiadu

czytaj dalej

  • 13 lipca 2016
  • Redakcja Polimaty.pl
  • Zdrowie

Niemal 50 proc. Polaków na obiad je mięso, a 42 proc. ziemniaki. Po kasze sięga zaledwie około 2 proc. z nas, zaś po rybę wciąż niecałe 4 proc. Na śniadanie ponad 84 proc. wybiera pieczywo, a tylko 4 proc. zupę mleczną – wynika z badania polskich naukowców.

Naukowcy z Instytutu Filozofii i Socjologii PAN przyjrzeli się zwyczajom żywieniowym Polaków. Sprawdzali, co jemy, o jakich porach, na ile poszczególne grupy społeczne różnią się pod względem jedzonych potraw.

Jak się okazało, podstawę obiadu dla 48 proc. Polaków stanowi mięso, ale jedynie niecałe 4 proc. z nas sięga po rybę. Na ogół – dla 42 proc. – dodatkiem do obiadu są ziemniaki, znacznie rzadziej ryż (prawie 4 proc.), frytki (1,5 proc.) i kasze (około 2 proc.). 34 proc. z nas na obiad sięga po warzywa niegotowane, surówkę, sałatkę, a po warzywa gotowane i pieczone 16 proc. Polacy rzadko jedzą kebab, pizzę, hamburgery, owoce morza, tarty. Dla każdej z tych potraw odsetki nie przekraczają 1 proc. Prawie 40 proc. osób na obiad jada zupę.

Zdecydowana większość Polaków – ponad 84 proc. – do swojego śniadaniowego jadłospisu włącza pieczywo. Spośród tych z nas, którzy jedzą poranny posiłek, prawie połowa zjada wędliny – ponad 46 proc. Sery – żółte, owcze, kozie i dojrzewające – do swojego śniadaniowego menu włącza 16,7 proc. Polaków; ser twarogowy, serki homogenizowane blisko 14 proc., a jaja 8 proc.

Okazuje się, że postrzegane jako typowe potrawy śniadaniowe: zupa mleczna i płatki nie są wcale tak częste w porannym jadłospisie. Na tę pierwszą decydowało się niecałe 4 proc. badanych, na płatki tylko 5 proc. 26 proc. osób zadeklarowało, że do śniadania jada warzywa, blisko 5 proc. decyduje się na śniadania na słodko, włączając do nich dżem czy miód. Bardzo podobnie wygląda nasze menu na kolację.

Na pytanie, jakiego rodzaju potrawy lubimy, aż 60 proc. kobiet i blisko 65 proc. mężczyzn odpowiada, że „tradycyjnie polskie”. Kobiety wolą potrawy zawierające dużą ilość warzyw: blisko 60 proc., przy zaledwie 35 proc. mężczyzn; lekkie i niezbyt kaloryczne: ponad 30 proc. kobiet, przy blisko 15 proc. mężczyzn. Za to mężczyźni wybierają częściej potrawy mięsne: ponad 70 proc., przy niecałych 50 proc. kobiet; o wyrazistym smaku: blisko 40 proc. mężczyzn przy blisko 25 proc. kobiet.

(czytaj dalej)

  • 1

Zachowane przed zapomnieniem #47

czytaj dalej

  • 11 lipca 2016
  • Redakcja Polimaty.pl
  • Historia

W dzisiejszej odsłonie archiwalnych zdjęć m.in. bolesny podział Berlina, nazistowski DJ i wyrok śmierci na… słoniu.

Poprzedni odcinek serii znajdziesz tutaj.

Mieszkańcy Berlina Zachodniego pokazują swoje dzieci dziadkom pozostałym po wschodniej stronie miasta, 1961 rok.

Zwycięzca Tour de France, 1903 rok.

DJ w realiach NSDAP. Tu przy promocji muzyki, niemieckiej oczywiście, 1932 rok.

(czytaj dalej)

  • 0

Pilot zwany „Diabłem”

czytaj dalej

  • 8 lipca 2016
  • Mateusz "Biszop" Biskup
  • Historia

Baza Sił Powietrznych Cesarskiej Marynarki Wojennej, Lae, Papua Nowa Gwinea, 17 maja 1942 roku, godzina 21:00.
Dowódca dywizjonu porucznik Junichi Sasai zwany był przed podwładnych „Latającym Tygrysem” od sprzączki pasa w kształcie głowy wielkiego kota – podarunku od ojca, który zawsze nosił. Mimo tej groźnie brzmiącej ksywki był człowiekiem bardzo łagodnym. W przeciwieństwie do innych dowódców, którzy wierni hierarchii służbowej i kastowemu systemowi społecznemu traktowali swoich pilotów z wyższością, Sasai traktował swoich podwładnych jak ojciec. No, może nie jak ojciec, ale starszy brat na pewno.

Po bazie krążył dowcip, że porucznik Sasai nigdy się nie denerwuje, bo po prostu nie wie, jak to się robi.
Trzech pilotów wyprężonych na baczność w jego gabinecie właśnie przekonywało się na własnej skórze, że ten dowcip miał niewiele wspólnego z prawdą.

Blady z wściekłości porucznik Sasai trzymał w ręku jakiś papierek i gwałtownie nim potrząsał.
– Czy wy wiecie co to jest???!!! Nie???!!! To ja wam powiem!!! To jest ulotka, którą nieprzyjacielski myśliwiec zrzucił godzinę temu nad naszą bazą!

Zaczął ją czytać. Ulotka była w języku angielskim i porucznik czytał powoli, tłumacząc ją na japoński. Trzej wyprężeni na baczność piloci zaczęli przygryzać wargi, by nie wybuchnąć śmiechem. Wszyscy trzej pomyśleli to samo. Kara za dzisiejszy wyczyn ich nie minie, ale… warto było!

Hiroyoshi Nishizawa urodził się w styczniu 1920 roku w górskiej wiosce w prefekturze Nagano w rodzinie dyrektora lokalnej gorzelni sake. Po ukończeniu szkoły zaczął pracować w tkalni. Kiedy miał 16 lat zobaczył plakat zachęcający młodych Japończyków do wstąpienia w szeregi Yokaren – rezerwy lotnictwa wojskowego. W marcu 1939 roku ukończył szkolenie i rozpoczął służbę w dywizjonach Oita, Omura i Sakura. W październiku 1941 roku dołączył do Grupy Lotniczej Chitose.

W styczniu 1942, już po ataku na Pearl Harbor i rozpoczęciu wojny ze Stanami Zjednoczonymi dywizjon, w którym służył został przeniesiony na lotnisko Vanukanau na Nowej Brytanii – jednej z wysp Archipelagu Bismarcka na wschód od Papui Nowej Gwinei. W tym czasie latał na przestarzałych myśliwcach Mitsubishi A5M. Niedługo jednak – jeszcze w tym samym miesiącu piloci otrzymali nowe myśliwce A6M2 „Zero”.

Mitsubishi „Zero” (według amerykańskiej nomenklatury wojskowej – „Zeke”) był samolotem niezwykle zwrotnym i w początkowej fazie wojny przewyższał pod względem osiągów wszystkie alianckie myśliwce obecne w rejonie Pacyfiku. Miał jednak także wady.

Najpoważniejszą była wrażliwość na uszkodzenia. Konstruktorzy samolotu świadomie zrezygnowali z opancerzenia kabiny oraz zastosowania samouszczelniających się zbiorników paliwa. Wskutek tego „Zero” spadał w płomieniach w dół po jednej dłuższej celnej serii z karabinów maszynowych alianckiego myśliwca. Nie imponował także uzbrojeniem – miał dwa działka kalibru 20 mm umieszczone w skrzydłach i dwa karabiny maszynowe zamontowane w kadłubie i zsynchronizowane ze śmigłem.

(czytaj dalej)

  • 0

Meduzy – morskie parzące parasole

czytaj dalej

  • 6 lipca 2016
  • Redakcja Polimaty.pl
  • Przyroda

Płynąc zabijają wszystko na swojej drodze, nawet organizmy, którymi się nie odżywiają. Zużywają bardzo dużo tlenu, dramatycznie przebudowując stan środowiska. Meduzy to piękne i dostojne, bierne drapieżniki.

Znaczna ich część jest jednak niebezpieczna dla człowieka. Szczęśliwie nasze bałtyckie chełbie modre są całkiem nieszkodliwe.

W łańcuchu pokarmowym meduzy nie mają wielu konkurentów, ale same – ze względu na silny jad – są nieświadomymi konkurentami ryb, bo niszczą pokarm, którym ryby mogłyby się same żywić. Zakwit meduz ma bezpośredni wpływ na stan środowiska, zmieniając skład planktonu. Ma też znaczący wpływ na rybołówstwo. Niewiele organizmów żywi się meduzami. W ciepłym klimacie organizmami galaretowatymi raczą się żółwie. W Arktyce są to pojedyncze gatunki ryb, a niektóre organizmy zjadają je przypadkowo.

Meduzy są biernymi drapieżnikami, tzn. pływają z rozciągniętymi czułkami, które pokrywają gigantyczne obszary. Niewielka meduza może mieć kilkumetrowe czułki, które zabijają jednym dotknięciem. I nie jest tak, że meduza widzi rybę i atakuje – wszystko na trasie meduzy jest likwidowane.

(czytaj dalej)

  • 0

Zachowane przed zapomnieniem #46

czytaj dalej

  • 4 lipca 2016
  • Redakcja Polimaty.pl
  • Historia

W dzisiejszej odsłonie m.in. Hitler oddający hołd Napoleonowi, tworzenie plakatów propagandowych i mrożąca krew w żyłach budowa kultowych mostów.

Poprzedni odcinek serii znajdziesz tutaj.

Adolf Hitler i świta z wizytą przy grobie Napoleona Bonaparte, Paryż, 1940 rok.

Żołnierze przechodzą przez poranną mgłę na polu bitwy, okolice rzeki Somma, 1916 rok.

Przygotowania na planie zdjęciowym do filmu „Godzilla: Król potworów”, 1954 rok.

Produkcja plakatów propagandowych w czasie II wojny światowej, Nowy Jork, 1942 rok.

Zabawa na Halloween prezydenta Johna Kennedy’ego i jego dzieci, Waszyngton, 1963 rok.

Reprezentantki Australii na Igrzyska Olimpijskie, Monachium, 1972 rok.

Budowa mostu Golden Gate, San Francisco, lata 30. XX wieku

Kobieta w zrujnowanym mieszkaniu, Berlin, 1946 rok.

Brytyjscy żołnierze maszerują obok piramid, Giza, 1941 rok.

Prace nad budową Tower Bridge, Londyn, koniec XIX wieku. 

W drodze na festiwal Summer Jam, stan Nowy Jork, 1973 rok.

  • 0

Magiczny krąg życia. Genialne w swojej prostocie

czytaj dalej

  • 2 lipca 2016
  • Andrzej Kotarski
  • Przyroda

Co jest zamknięte w tej kuli? Dlaczego takie pozornie zwykłe, małe akwarium może nas obchodzić? Spójrz tylko…

Kupa glonów, dość brudno, nic się nie dzieje. A jednak w tej kuli jest zamknięta cała magia naturalnego świata! To jeden z eksponatów Muzeum Historii Naturalnej w Nowym Jorku. W środku znajdują się: glony, bakterie i krewetki. Całość żyje, choć do tej ekosfery nie mamy dostępu już od 1999 roku!

17 lat i wciąż kwitnące życie. Tyle potrzeba, aby funkcjonował prosty i pełny ekosystem. Glony pochłaniają energię słoneczną. Są następnie zjadane przez krewetkę. Odchody krewetki nawożą glony. Krąg życia się zamyka i powtarza.

Muzeum opisuje to jako dobitne przedstawienie życia na Ziemi. Musimy zachowywać podobny balans, aby nasz glob był wciąż tętniącym organizmem. Dzięki temu możemy też przekonać się czy w pozaziemskich warunkach (np. na Marsie) mogą zaistnieć podobne zależności.

Może zatem nieco inne ujęcie, bardziej godne magicznej prostoty życia na naszej planecie?

Tak. Teraz jest znacznie lepiej!

Źródło: http://www.amnh.org/exhibitions/permanent-exhibitions/rose-center-for-earth-and-space/dorothy-and-lewis-b.-cullman-hall-of-the-universe/planets/the-search-for-life-in-the-universe/ecosystem-sphere

 

  • 1

Jak wyglądałyby Niemcy, gdyby Hitler wygrał wojnę?

czytaj dalej

Co by było, gdyby Hitler wygrał wojnę? Jak wyglądałyby Niemcy? Jak prezentowałaby się mapa świata?

Takie pytania nie od dziś rozpalają wyobraźnię i popychają do tworzenia przeróżnych wizji. Już nawet PRZED wybuchem II wojny można znaleźć ślady tworzenia takich alternatywnych historii (patrz książka „Swastika Night” z 1937 roku) Szczęśliwie nigdy nie zweryfikujemy tego zagadnienia. Niemniej pojawiły się różne pomysły, które ukazują jak to wszystko mogłoby wyglądać.

Najbardziej powszechna jest wizja samego Hitlera, którą w projekt zamienił Albert Speer – główny architekt III Rzeszy. Według tych wyobrażeń tak po wojnie miał wyglądać Berlin, jako „Stolica świata Germania”.

Głównym punktem projektu jest olbrzymia Hala Ludu. Miała pomieścić 180 tysięcy osób. Na modelu Hala Ludu prezentuje się tak:

(czytaj dalej)