Prawdziwy „Szeregowiec Ryan”

Tonawanda, stan Nowy Jork, 6 czerwca 1944 roku, godzina 11:00.
Wysłużony rower skrzypiał miarowo, kiedy siedemnastoletni listonosz naciskał na pedały. Niezbyt lubił tę pracę, a szczególnie nie znosił dni takich jak ten – kiedy musiał dostarczać czarno-żółte depesze Western Union. Wiedział, co one zawierają – ból, cierpienie, łzy i przytłaczającą bezsilność wobec strasznej wiadomości. Wolałby raczej dźwigać głazy narzutowe, niż dostarczać te cholerne depesze.

Jedną z nich wiózł dzisiaj w swojej torbie. Właśnie skręcił w ulicę West Elmwood Park i po chwili zatrzymał się przed niewielkim białym domem z numerem 145. W jednym z okien wisiała flaga z wyhaftowanymi czterema gwiazdami.

Zsiadł z roweru i wolno podszedł do drzwi. Zapukał.

Drzwi otworzyły się i stanęła w nich uśmiechnięta, nieco tęga kobieta. Jeden rzut oka na doręczyciela wystarczył, by uśmiech zniknął jej z twarzy. Bez słowa, drżącymi dłońmi wzięła od niego kopertę. Rozerwała nią i szybko przebiegła oczami tekst:„Sekretarz wojny Stanów Zjednoczonych ze smutkiem zawiadamia, że Pani syn Edward Niland…”.

Dalej nie doczytała. Zemdlała i osunęła się w ramiona bladego jak ściana męża, który stał tuż za nią. Młody listonosz wyjąkał „Przepraszam”, odwrócił się na pięcie i odszedł. Pedałując w dół ulicy pomyślał z wściekłością: „Pieprzę tę robotę! Niech kto inny dostarcza te cholerne depesze!”

Rozłączeni bracia

Większość z Was na pewno widziała „Szeregowca Ryana” w reżyserii Stevena Spielberga. Dla mnie to najlepszy film wojenny, jaki kiedykolwiek nakręcono. Scena masakry na Omaha Beach to według mnie najbardziej realistyczny obraz tego, jakim koszmarem jest wojna.

Spielberg oparł fabułę filmu na autentycznej historii czterech braci, którzy wzięli udział w II wojnie światowej dokonując tylko nieznacznych zmian. Szeregowiec Ryan istniał naprawdę. Tylko nie był szeregowcem, a sierżantem i nie nazywał się Ryan, lecz Niland.

Wszystko zaczęło się od tragedii braci Sullivan. Po japońskim ataku na Pearl Harbor pięciu braci z miasteczka Waterloo w stanie Iowa zadeklarowało chęć wstąpienia do US Navy, by pomścić swoich kolegów poległych na Hawajach. Po przeszkoleniu wszyscy trafili na pokład krążownika USS „Juneau”, który został skierowany na Pacyfik i wziął udział w bitwie o Guadalcanal. Ciężko uszkodzony krążownik po bitwie płynął w kierunku bazy na Nowych Hebrydach, kiedy został zaatakowany przez japoński okręt podwodny I-26. Torpeda trafiła prosto w przedział amunicyjny i olbrzymia eksplozja rozerwała USS „Juneau” na strzępy. Jednego dnia cała młoda generacja Sullivanów została unicestwiona.

Po tej tragedii amerykańskie siły zbrojne zaczęły rozdzielać braci wcielając ich do różnych jednostek, by zwiększyć szanse przeżycia choć jednego z nich. Dodatkowo uchwalono także Sole Survivor Policy, według której w przypadku śmierci pozostałych braci ten, który przeżył zostaje obligatoryjnie wycofany z działań wojennych i otrzymuje bilet do domu.

Rodzinka.us

Bracia Edward, Preston, Robert i Frederick Niland mieszkali w niewielkim miasteczku Tonawanda w stanie Nowy Jork razem z rodzicami i dwiema siostrami. Podobnie jak Sullivanowie tuż po japońskim ataku na Pearl Harbor Preston i Robert zaciągnęli się do wojska. Robert zwany Bobem został spadochroniarzem – wstąpił do 82 Dywizji Powietrznodesantowej, zaś Preston po przeszkoleniu otrzymał stopień podporucznika i został skierowany do 4 Dywizji Piechoty. Kilka miesięcy później Edward i Frederick poszli w ich ślady. Edward został sierżantem Sił Powietrznych i jako strzelec-radiooperator bombowca B-25 został wysłany do Azji, a Frederick zwany Fritzem pozazdrościł Robertowi i też został spadochroniarzem w elitarnej 101 Dywizji Powietrznodesantowej.

Podczas gdy Edward walczył na Dalekim Wschodzie Preston, Bob i Fritz szykowali się w Wielkiej Brytanii do inwazji na Normandię. Z tej trójki Bob zdążył już powąchać prochu – latem 1943 roku skakał nad Sycylią i walczył we Włoszech.

20 maja 1944 roku tragedia uderzyła w rodzinę Nilandów po raz pierwszy. Bombowiec Edwarda Nilanda został zestrzelony nad Birmą, a on sam został uznany za zaginionego, prawdopodobnie poległego (w filmie Spielberga jeden z braci szeregowca Ryana ginie zestrzelony nad Nową Gwineą). Jego rodzice otrzymali tę straszną wiadomość 6 czerwca – tego samego dnia, w którym ich pozostali trzej synowie ruszali do walki w Normandii.

Nie wiedzieli nic o losie, jaki spotkał ich brata. Dwaj z nich mieli go wkrótce podzielić…

Dnia inwazji nie przeżył Robert Niland. Razem ze swoim plutonem został zrzucony w pobliżu miejscowości Neuville au Plain (ta miejscowość także pojawia się w filmie), gdzie natychmiast dostali się pod ciężki ostrzał ze strony Niemców. Kilku spadochroniarzy zostało ciężko rannych. Dowódca plutonu podjął decyzję o wycofaniu się. Przy rannych pozostało dwóch żołnierzy – sanitariusz Jim Kelly i Robert Niland. Podczas kiedy Jim opatrywał rannych Robert osłaniał go ogniem z karabinu maszynowego. Niemcy mieli jednak ogromną przewagę liczebną. Kiedy skończyła się amunicja Jim i Robert postanowili wyrwać się z okrążenia. Zasypywani kulami zaczęli wycofywać się do Neuville. Jeden z pocisków dosięgnął Roberta zabijając go na miejscu. Jim Kelly zdołał przeżyć.

Następnego dnia, 7 czerwca poległ kolejny z braci – Preston. Przeżył lądowanie na plaży Utah, by dzień później zginąć prawdopodobnie od kuli niemieckiego snajpera. Bliższe okoliczności jego śmierci nie są znane. Dokumenty, które mogłyby rzucić nieco światła na tę tragedię spłonęły w wielkim pożarze, który strawił budynek Archiwum Narodowego w St. Louis 12 lipca 1973 roku. W „Szeregowcu Ryanie” dwaj bracia giną tego samego dnia – jeden na plaży Omaha, drugi na plaży Utah.

Ostatni z Nilandów?

Frederick Niland

Przy życiu pozostał już tylko Frederick „Fritz” Niland. W dniu inwazji samolot, którym leciał został trafiony przez niemiecką obronę przeciwlotniczą i spadochroniarze wyskoczyli z niego zanim osiągnął zaplanowaną strefę zrzutu (podobnie jak jest to przedstawione w filmie). Fritz wylądował za linią wroga niedaleko miejscowości Raffoville. Odnalazł kolegów z plutonu i razem zaczęli się przedzierać w stronę frontu. W okolicy roiło się od niemieckich patroli, także musieli zachować szczególną ostrożność. Nocowali na polach lub w opuszczonych szopach. Pewnej nocy w jednej z opuszczonych stodół znaleźli…grupę niemieckich żołnierzy, równie zmęczonych jak oni. Wrogowie popatrzyli sobie w oczy, po czym… Amerykanie poszli szukać schronienia gdzie indziej. Wędrówka do macierzystego oddziału zajęła im tydzień. W jej końcowej fazie pomógł im Jean Kapitem – dowódca oddziału francuskiej partyzantki.

Filmowa ekipa ratunkowa z 2 Batalionu Rangersów dowodzona przez kapitana Millera granego przez Toma Hanksa, która miała za zadanie uratowanie tytułowego szeregowca Ryana była więc wymysłem scenarzysty. Rangersi byli uważani za siły specjalne i bardzo cenieni. Żaden dowódca nie wysłałby ich do tak samobójczej misji, nawet w najszlachetniejszym celu.

Fritz chciał za wszelką cenę dowiedzieć się co się stało z braćmi. Kiedy dotarł do miejsca zgrupowania 82 Dywizji Powietrznodesantowej dowiedział się, że Bob zginął i został pochowany na cmentarzu koło St. Mere Eglise. W towarzystwie kapelana, ojca Francisa Sampsona wsiadł do jeepa i pojechał na poszukiwanie grobu brata. Objechali wszystkie okoliczne cmentarze, jednak grobu Boba nie znaleźli. Na jednym z cmentarzysk ojciec Francis zauważył gród Prestona Nilanda.

– Patrz, nazwisko to samo, ale to nie twój brat – powiedział.
– Nie, to też jest mój brat… – odpowiedział Fritz.
W ten sposób dowiedział się, że stracił dwóch braci. O losie Edwarda nadal nic nie wiedział.

Happy end większy niż w filmie

W sierpniu 1944 roku 101 Brygada Powietrznodesantowa przygotowywała się w Wielkiej Brytanii do operacji Market Garden. Wtedy właśnie do Fritza dotarła wiadomość o zaginięciu i prawdopodobnej śmierci Edwarda zestrzelonego nad Birmą. Równocześnie dowiedział się, że prezydent Roosevelt zastosował wobec niego Sole Survivor Policy i polecił wycofać go z walki. Fritz jednak ani myślał wracać do domu. Podobnie jak filmowy szeregowiec Ryan grany przez Matta Damona chciał pozostać w jednostce z towarzyszami broni – „jedynymi braćmi, jacy mu pozostali”. Dowództwo doceniło postawę młodego sierżanta, ale z rozkazem się nie dyskutuje. Zwłaszcza, jeśli wydał go prezydent Stanów Zjednoczonych. Stawiającego opór Nilanda zakuto w kajdanki i odstawiono na statek płynący do Stanów. Pod koniec sierpnia Fritz Niland stanął w drzwiach domu przy 145 West Elmwood Park w Tonawanda w stanie Nowy Jork.

Nilandowie odzyskali więc jednego z synów. Preston i Bob polegli, a o Edwardzie nadal nic nie było wiadomo. Rodzina nie traciła jednak nadziei. Podczas obiadów zawsze jedno nakrycie zostawało puste, a mama Augusta miewała sny, w których pojawiał się Edward mówiąc, że żyje i wróci.

Matczyne sny okazały się prorocze. Edward Niland w ostatniej chwili zdążył wyskoczyć z płonącego bombowca. Przez tydzień szedł przez dżunglę, aż dotarł do jakiejś wsi. Niestety – jej mieszkańcy sprzyjali Japończykom i wydali im go. Cały następny rok spędził w obozie koncentracyjnym, gdzie był torturowany i głodzony. Trzymano go w bambusowej klatce, tak małej, że nie mógł nawet wyprostować nóg, a w ciało wżerało mu się robactwo. W końcu cudem udało mu się uciec i dotrzeć do oddziałów brytyjskich, które odesłały go do szpitala, a następnie do Stanów. Rzeczywistość okazała się więc nieco bardziej łaskawa od filmowej fabuły – z czterech braci Niland przeżyło dwóch.

Obydwaj zamieszkali w Tonawanda i założyli rodziny. Frederick został dentystą, a Edward zaczął pracę w miejscowym urzędzie pocztowym. Zmarli odpowiednio w 1983 i 1984 roku. Bob i Preston Niland są pochowani na amerykańskim cmentarzu wojskowym koło Colleville-sur-Mer w Normandii. Ich groby znajdują się obok siebie.

Pechowi bracia Niland obok siebie

Sole Survivor Policy obowiązuje po dziś dzień. W 2005 roku bracia Jason i Nathan Hubbard z Kalifornii wstąpili do US Army po tym, jak ich brat Jared, kapral Marines został zabity w Iraku przez bombę umieszczoną przy drodze. Dwa i pół roku później Nathan miał wziąć udział w nocnej misji w prowincji Al Tamim. Niestety, śmigłowiec Black Hawk niosący go na pokładzie roztrzaskał się wkrótce po starcie. Stało się to na oczach trzeciego z braci, Jasona, który na mocy tej polityki został natychmiast odesłany do domu.

EDYCJA:

Paweł Korzeniewski na Facebooku Polimatów słusznie zauważył brak jednego, symbolicznego elementu tej rocznicy. Dzięki za czujność! Oto poruszająca piosenka Sabaton – Primo Victoria z polskim tłumaczeniem:

Źródła:

  • Pete Niland, Niland Brothers – Story Behind „Saving Private Ryan”, http://www.usa-patriotism.com/stories/niland_brothers.htm
  • 3d Son Missing Parents Learn; All Since D-Day, Buffalo News, 8.07.1944
  • One of 3 Missing Brothers Killed, Buffalo News, 31.07.1944
  • Tonawandans Lose Second Son in France, Courier Express, 5.08.1944
  • Cinthia Dizikes, Law mended for veteran who lost brothers in Iraq, Los Angeles Times, 30.08.2008
Udostępnij: